Menu K! Respublica:
1.Wspomnienia Weterana Jana Wilczyńskiego
2.Tradycja rodów piwnych
|
|
Wspomnienia Weterana Jana Wilczyńskiego
Z korporacją spotkałem się po raz pierwszy gdy byłem w szkole podstawowej. Był to koniec lat 40-tych. U mojego ojca, w mieszkaniu przy ulicy Poleskiej odbywały się spotkania przedwojennych korporantów. Wówczas spotykali się oni regularnie, w każdą środę. Spotkania te miały charakter zbliżony do kwater piwnych, jednak bez głośnych śpiewów. Mogło to wzbudzać podejrzenia, choćby dlatego, że po sąsiedzku mieszkał ubek. Dyskutowano na aktualne tematy, głównie polityczne. Dominowała rozpacz na myśl o tym, co wówczas działo się z Polską. Korporanci starali podtrzymywać się na duchu.
Wśród regularnie obecnych na spotkaniach Respublikanów mogę wymienić: Jurka Nowickiego, Stefana Szaniawskiego, Kazia Czarnowskiego, Janka Dolińskiego, Jurka ???.
Raz do roku - w mieszkaniach kolejnych korporantów - organizowano komersz. Zapraszani nań byli również korporanci spoza Warszawy, zjawiali się Respublikanie z całej Polski (z Łodzi, Katowic, Siemiatycz). Grono osób było wówczas szersze, a śpiewy głośniejsze. Komersze organizowane były długo po tym, jak zarzucono zwyczaj spotykania się co tydzień. Cztery ostatnie komersze odbyły się u Miecia Stępczyńskiego, który był najmłodszy. Ostatni komersz odbył się w pierwszej połowie lat 70-tych, są z niego zdjęcia. Potem ludzie zaczęli się stopniowo wykruszać.
Do Respubliki przyjęty zostałem jako fuks w 1955 roku, zaraz po przyjęciu na studia. Było to na komerszu, który odbywał się u Stefana Szaniawskiego. Po roku otrzymałem barwy. Byłem jedynym z synów przedwojennych korporantów, który interesował się życiem korporacyjnym. Poza moim przypadkiem nigdy nie rozpatrywano żadnej kandydatury. Z korporacją związałem się emocjonalnie jeszcze w latach czterdziestych. W mieszkaniu mojego ojca był tylko jeden pokój, chcąc nie chcąc zatem uczestniczyłem w korporacyjnych spotkaniach i bardzo mnie to wciągnęło.
Czesio Bayer - za Polski Ludowej był wiceministrem handlu (chyba za Bieruta). Początkowo nie brał udziału w spotkaniach korporacyjnych, potem - za Gomułki - zaczął się pojawiać.
Insygnia korporacyjne praktycznie w całości zostały zniszczone podczas wojny. Sztandar spalił się podczas Powstania Warszawskiego. Dekiel i bandę komerszową mam po ojcu.
Część z Respublikanów po wojnie wyemigrowało z Polski: np. Andrzej Sochacki, Jurek Musiałkowski.
Jednym z tematów, jakie poruszano na spotkaniach korporacyjnych, były wojenne losy Respublikanów. Mówiono o sytuacji, kiedy po ataku Niemiec na Związek Sowiecki jeden z korporantów przebywający wówczas w Oflagu zgłosił się na ochotnika do Wehrmachtu, potem zginął.
W czasach PRL-u Respublika nie miała regularnych władz. Prezydium tworzyli najczęściej najstarsi: Bayer, Nowicki, Szaniawski, Kazik Lewiński (pełnił funkcję kantora).
Nie robiono żadnych protokołów, niczego nie spisywano, z obawy przed ubecją.
Poza Respubliką w podobny sposób działała tylko Arkonia, o innych korporacjach niczego nie wiadomo. Nie podejmowano prób nawiązywania kontaktów z członkami innych korporacji, spotkania z założenia odbywały się tylko w ścisłym gronie znajomych i zaufanych.
Nie próbowano także ściągać ludzi z zewnątrz. Nie brano w ogóle pod uwagę możliwości wskrzeszenia czynnej korporacji. Kiedy w 1994 r. zgłosili się młodzi ludzie chcący reaktywować Respublikę obawiałem się, że nie damy rady przekazać im wszystkiego tego, co potrzeba. Podjęcie pozytywnej decyzji było zasługą Wiesława Eysymontta, który namówił do tego Henryka Sadowskiego i mnie.
Z biegiem czasu spotykano się coraz rzadziej i raczej przy kawie niż przy piwie. Z rzadka celebrowano tradycyjne zwyczaje, miało to miejsce głównie na komerszach. Wtedy śpiewano też oficjalne pieśni.
W czasach stalinowskich starano się zbytnio nie afiszować, działać po cichu. Janek Doliński był aresztowany na skutek donosu, ale nie z powodu działalności w korporacji. Dyskutowano nad tym jak przetrwać, nie ulec propagandzie.
W 1970 roku na moim ślubie zjawiła się cała korporacja warszawska. Okazją do gromadzenia się większego grona korporantów były też pogrzeby: np. w połowie lat 70-tych Kazimierza Lewińskiego pochowano wraz z deklem. Przy takich okazjach zawsze kupowany był wieniec od korporacji.
Kazimierz Lewiński był pochowany na Cmentarzu Wolskim (małym)
Jerzy Nowicki - na starych Powązkach
Czesław Bayer - na Powązkach Komunalnych (był taternikiem, dostał zawału serca na górskiej wycieczce w Bieszczadach).
Do 1950 roku spotykano się regularnie, co tydzień. Potem - raz w miesiącu, a w końcu jeszcze rzadziej. Miejscem spotkań było przeważnie mieszkanie mojego ojca, a także u Jerzego Nowickiego, w jego księgarni.
Przez te wszystkie lata zostało zachowane to, co najważniejsze - przyjaźń. Wzajemnie sobie pomagaliśmy - w sprawach medycznych czy prawnych.
Bardzo zaangażowane w życie korporacyjne były nasze żony. Spotykały się jeszcze po zaprzestaniu organizowania komerszy. Po śmierci swojego brata Zdzisława załamał się Mieczysław Stępczyński, organizator ostatnich spotkań. Dlatego właśnie zaprzestano je zwoływać.
|